|
Archiwum
|
PISZĘ O DOBRYM STYLU ŻYCIA
sobota, 04 lutego 2006
poniedziałek, 18 kwietnia 2005
To już koniec
Dziękuję wszystkim czytelnikom tego bloga za miniony rok. Kończę pisanie, gdyż moją misję uważam za zakończoną. Blog był dla tych, którzy pragnęli wyrwać się poniżającego życia w niewiedzy, którzy nie potrafili sami odkryć radości z konsumpcyjnego życia, którzy nie umieli docenić wspaniałości spędzania godzin na zakupach. Którzy błądzili szukając szczęścia tam, gdzie go nie ma, zamiast kierować się do wykwintnych galerii handlowych. Którzy grzeszyli kupując tanie, niemarkowe produkty. Blog był dla wszystkich, którzy pragneli lepszego, pełniejszego, szczęśliwszego życia w otoczeniu ekskluzywnych dóbr. Blog miał dać światło ludziom i prawdę. Misja skończona, bo oto mam następcę. Wszystkie zbłąkane dusze mają już duchowego przywódcę godnego mnie. Oto jest i niech kieruje waszymi krokami, abyście godnie wiedli żywot wśród luksusowych przedmiotów. Oto jest miesięcznik LOGO Niech Wam dobrze służy, tak jak i ja się starałem. Dziękuję Wam i żegnajcie
piątek, 04 marca 2005
Porady urlopowe
przeczytałem wasze komentarze pod wpisem o Brazylii. Pytacie o Kubę. Kuba była modna jakiś czas temu i jest kontrowersyjna. Trzeba bardzo uważnie śledzić to co się dzieje na rynku, bo można wypaść na dyletanta. Z drugiej strony jest tak, że galopujący postęp, globalizacja (która jest oczywiście wielkim dobrodziejstwem) niesie kilka zagrożeń dla ludzi z klasą. Otóż ciągłe podnoszenie pensji, obniżanie usług lotniczych powoduje, że teraz byle kto może sobie podróżować do woli. Ludzie jeżdżą w najdziwniejsze zakątki świata, które dawniej nie cechowały się takim egalitaryzmem jak teraz. Egipt, Tajlandia czy Szeszele. Nie mówię to Tunezji, która stała się mekką kasjerek z Tesco! Tam jechać to wstyd! Podobnie z Kubą, aczkolwiek jest jeden aspekt, który ją odróżnia. Kuba to kraj komunistyczny. Dla wiele niedojrzałych dzieciaków z bogatego zachodu Kuba to kraina bohaterskiego Che Guevary. Na fali antyglobalizmu i rosnących protestów przeciwko globalizmowi ten komunistyczny pajac i terrorysta stał się bardzo modny. Owszem jaśli kontestujecie osiągnięcia swojej cywilizacji i uważacie, że postęp jest niepotrzebny możecie tam jeździć. Możecie kupować sobie koszulki z tym chamem i je potem dumnie nosić. Porządni, świadomi ludzie na Kubę nie jeżdżą, bo niby po co. Ani tam porządne hotele, ani to mekka na zakupy. Niech jeżdżą tam malkontenci, kontestujący osiągnięcia naszej cywilizacji. Najlepiej na stałe! Do kin wszedł teraz film o Che. Jeden z pracowników niższego szczebla w moim departamencie, zachwycony na lunchu opowiadał o tym filmie i tym za przeproszeniem wspaniałym człowieku. Opowiadał. Czas przeszły jest tu dobrze użyty, bo już opowiadać nie będzie. Dziwne, ale dwa dni potem zawalił ważny projekt. "Zginęły" ważne dokumenty i musiał się z nami pożegnać. Jaka szkoda! Będąc w Rio obserwowałem z okna samochodu te wszystkie fawele. Dużo się nasłuchałem jak ta cała bieda powstała w skutek wyzysku bogatych ludzi i bogatych państw, które eksploatują gospodarkę Brazylii. Owszem, biedy jest dużo, ale żeby z biedą walczyć trzeba się wziąć do roboty, a nie stękać o swej niedoli. To samo mamy u nas. Bezrobocie 20%. Wchodzę do sklepu w Galerii Mokotów, a tam niesympatyczna panienka zamiast od razu zainteresować się mną, klientem, uśmiechnąć (płacę w końcu za to w cenie towarów do cholery), beztrosko gada sobie z koleżanką! Zwolnić bez grosza i prawa do zasiłku to się nauczy. Ileż to razy w supermarkecie widzę jak kasjerka zamiast szybko zliczać produkty grzebie się i często w niby to wesoły sposób zagaduje klientów. Obowiązkowe "dzień dobry" i "dziękuję" i morda w kubeł. Płacą jej za liczenie, nie za pogaduszki. I jak słyszę o tym, że to niby za długo pracują, że za mała zarabiają to mi się niedobrze robi. A w Tunezji to niby kto siedzi? A zresztą CO TO JEST ZA PRACA??? Jak można żądać za takie coś więcej pieniędzy. Świat głupieje mówię wam. Świadczenia socjalne na nierobów, zasiłki, państwa opiekuńczego się zachciewa, a robić nie ma komu. Taka jest niestety prawie całą Europa. Lubię Francję, lubię ich kuchnie, modę, wino, ale powiem wam, że jak patrzę na ten francuski socjalizm to cieszę się, że pracuję dla amerykańskiej korporacji. Tu mam jasne zasady. Tu mam jasne wytyczne i instrukcje. Jest jak powinno być w pracy. Płacą mi nie za fanaberie tylko za uczciwą pracę i lojalność. Powiem wam szczerze, że coraz trudniej niestety o uczciwych pracowników. Ci nowi, po studiach często mają pomieszane w głowach. Nasłuchają się o Che Guevarze i myślą, że im się coś należy! Od razu! Albo chcą szybkiego awansu, bez wytrwałej pracy, albo wolnych weekendów, albo krócej pracować i podwyżek co pół roku, albo wręcz do pracy podchodzą jak najemnicy - pracują za kasę, nie dla samej przyjemności pracowania!!! Często praca w weekend to nie obowiązek, to przyjemność! (nie planuję na weekendy rutynowych zadań tylko zadania extra, wykraczające daleko poza zakres obowiązków. To nie tylko nauka czegoś nowego, to także rozrywka). Lecz jak nie spełnisz ich warunków to szukają innej pracy. Na szczęście jest duże bezrobocie, to można jeszcze przebierać w ludziach. Nie daj Boże spadłoby bezrobocie to by już nie było komu pracować w tym kraju. A na koniec powiem wam szczerze jeszcze, że często mam wrażenie, że w miarę jak coraz większe rzesze ludzi ma dostęp do ekskluzywnych produktów dostrzegam potrzebę stworzenia jeszcze lepszej klasy produktów niż premium. Bo na przykład skoro złotą kartę w banku ma coraz więcej ludzi z niższego szczebla społczenej drabiny, to jej znacznie jest coraz mniejsze. O zwykłych produktach typu premium (np. czekolady) nie chce nawet pisać, bo na to stać prawie każdego wała. Czasem kupując (kupuję tylko produkty premium) czuję się dziwnie, gdy widzę obok mnie pospolitego przeciętniaka z tym samymi produktami w koszyku! Nawet mój zastępca kupił sobie garnitur tej samej firmy co ja!!!! Coś z tym trzeba zrobić! A Brazylia? W Brazylii spotkałem jakichś studenciaków z Polski! Na szczęście oni mieszkali w jakimś chlewie za 10USD, a nie w moim hotelu.
piątek, 25 lutego 2005
ech cudne życie
no nie było mnie trochę. Miałem problemy rodzinne i uznałem, że trzeba im godnie stawić czoło. Krajowe rozrywki jakoś nie mogły mnie wydobyć z dołka i stwierdziełem, że może jakaś egzotyka pomoże. Kupiłem więc dwa bilety lotnicze do Brazyli. Wcześniej internetem wynająłem tam uzbrojonego ochroniarza i kierowcę z samochodem (24H), bo to niebezpieczny kraj i polecieliśmy. Najdroższy hotel, znakomite jedzienie, ciepłe może i noc w Rio. Żona od razu poczuła się lepiej. Takie rzeczy potrafią przekonać o moich prawdziwych do niej uczuciach. Dojrzała we mnie to, czego nie widziała wcześniej! Szalonego, prawdziwego faceta, który nie boi się wyzwań. Nie boi się świata, dzikich krajów i dzikich ludzi. Opiekuńczego i czułego, ale zarazem zwariowanego. Tak to ja! Świat znów leży mi u nóg. Znów jestem wielki, znów jestem bogiem. Ale nie tylko męskość się liczy. Chciałem żeby czuła się, że jest z kimś męskim i subtelnym zarazem. Od razy pierwszego dnia mieliśmy wykupione lekcje salsy i innych latynoskich tańców. Zakupiłem piękne karnawałowe stroje w najlepszym sklepie w mieście i byliśmy królami parkietu. Podróże zmieniają życie. Ja czuję się lepiej, żona dostrzegła we mnie kogoś, kogo nie znała. Doceniać uroków życia trzeba się uczyć cały czas. Nie kiście się więc w domach. Szukajcie szczęścia gdzie się da. Wsiadajcie w samolot choćby jutro. Naprawdę warto.
wtorek, 25 stycznia 2005
źle jest
Rany jak strasznie się czuję. Jestem zdruzgotany. Nie idzie mi w życiu osobistym. A gdy na froncie osobistym zastój to jak ma iśc w życiu zawodowym? A w pracy tyle trzeba zrobić. Ludzi zwalniać, nowych, tańszych zatrudniać i szkolić. Wydłużyć czas zebraniogodzin i czas pracy. Pracownicy już o 20 w domu, a ja nie mam siły kogoś dla przykładu wywalić! Nie mogę sobie pozwolić na takie marnotrastwo czasu. Ja, tacy jak ja, nie możemy stracić na rozmachu, zatrzymać się w miejscu. Musimy budować, rozwijać się i rozwijać nasz kraj. Tyle mam noworocznych postanowień, tyle trzeba zmienić. Nadać tempo zmianom. A ja nie mam energii, nie mam siły. Bo kto ma budować ten kraj? Bezrobotni? Klienci Tesco? Konsumenci przecenionych produktów.? Pomyślałem, że brak mi impulsów. Że silny bodziec sprawi, że przełamię tą niemoc. Dużo robiłem, na razie bez efektów. Codzienne zakupy już nie bawią. Siódme kino domowe nawet nie zostało rozpakowane. Centra odnowy biologiczne nie przywracają wiary w siebie. Weekend i narty w Alpach mnie znudził. Szukałem dalej przyczyny moich niepowodzeń. Myślałem: może to samochód? Może ten Saab zbyt statyczny, zbyt mało energiczny, zbyt mało dynamiczny. Pomyślałem Audi. Audi to marka ludzi sukcesu. Marka dynamicznych ludzi, którzy wiodą prym w społeczeństwie. Nie sflaczały Saab, dobry dla francuskich emertytów. Kupiłem najdroższy model. Myślałem: teraz świat u mych stóp leży. Teraz mogę góry przenosić. I nic. Nie pomogło. Wciąż nie mam potomka. Wciąż żona nie jest w ciąży. A tyle już planów z nim związanych. Ogłoszenie o potomku miało nastąpić na wigili, by rodzice mieli prezent. Pokoik i mebelki już kupione. Opiekunka zaklepała terminy, lekarze i klinika zarezerwowana, a potomka nie ma! Nie idzie nam. Żona mówiła. Może to ten dom? Może dom trzeba przestawić, bo jakaś żyła wodna. Łóżko też wywaliłem i nowe wstawiliśmy, choć przyznam, że fortunę było warte. A może pod gwiazdami by wyszło? Wynająłem więc designera i mi zrobił w sypialni mini planetarium. Świetlną mapę nieba na suficie z południowej półkuli (rany jaki żona miała orgazm na wakacjach w Fidżi). Pilotem sterujesz, chcesz jaśniej, masz jaśniej, chcesz mocniej, masz mocniej. Przełączasz guzikiem i masz wielki wóz i północną półkulę jakby żona chciała zimniejszych klimatów. Teoretycznie moglibyśmy wyjechać. Ale wyjazd na dłużej w grę nie wchodzi. Nie mogę pracy zostawić. Zbyt dużo ode mnie zależy. Zbyt wielki obowiązek na mnie spoczywa. Ojczyzna by mi tego nie wybaczyła.
piątek, 14 stycznia 2005
dziękuję
Dziekuję za miłe słowa. Widzę, że część z was podobnie jak ja odbiera świat. Wkrótce napiszę więc co u mnie słychać. Napiszę wam też więcej jak idą sprawy łóżkowe związane z poczęciem potomka. Niestety nie teraz gdyż muszę lecieć na zakupy, potem wpadam ze znajomymi do modnego klubu.
wtorek, 28 grudnia 2004
Internet
Więcej ostatnio czasu spędzam w internecie. Wczoraj wieczorem rozmyślałem sobie o tym, że internet trochę nie jest dla mnie dobrym miejscem. Czytam sobie coś na forum, wchodzę, sobie do jakiegoś internetowego sklepu i nawet nie mam pojęcia kto tam jest obok mnie w tym czasie. Przecież ja mogę tam obcować z ludźmi, do których nie podszedłbym na sto metrów w normalnych okolicznościach. Tam mogą być bezrobotni, jacyś podrzędni urzędnicy, kasjerki z supermarketu. Nawet sama przeglądarka, którą używamy nie jest wyróżniona. Pomyśleć, że ja używam tej samej przeglądarki, co jakiś za przeproszeniem bezrobotny!!! Większość firm produkuje produkty PREMIUM, w wyższym przedziale cenowym, przeznaczone dla ludzi o grubszych portfelach, lepsze. Dlaczego nie ma przeglądarek PREMIUM. Złota winieta, srebrne przyciski, szybsza, droższa, lepsza, zepewniająca dostęp do lepszych stron dla ludzi z klasą. Ten internet schodzi na psy. Chyba zakończę moją z nim przygodę.
sobota, 18 grudnia 2004
Szczęśliwy
Czuję się dziś naprawdę szczęśliwy. Czuję to mocno. Rano z żoną wybraliśmy się na spacer do mediamarketu. Nie mieliśmy specjalnego celu. Prezenty już kupione. Chcieliśmy sobie tylko dla odprężenia pochodzić po sklepie i być może coś wypatrzeć. Coś ciekawego, jakąś nowość. Tak też się stało. Po kilku godzinach znaleźliśmy taki mały elektroniczny termometr do mierzenia temperatury ciała, który mierzy ją w 1 sekundę!!! Ten co mamy teraz mierzy w 20 sekund. Jakoś tak nie przywiązywaliśmy wagi do jakości termometru do ciała, ale skoro żona ma zajść w ciążę i sprawy zdrowia będą na porządku dziennym, to jak tylko go zobaczyliśmy, to od razu wiedzieliśmy, że ten stary pójdzie na śmietnik. 20 sekund vs 1 sekunda!!! Jakaż to NIEWYOBRAŻALNA strata czasu takie mierzenie przestarzałym termomentrem. 19 sekund strat. Teraz jak już wiem, że uchroniłem się od takiej haniebnej straty czuję jak mnie rozpiera szczęście. Czuję się takim wspniałym mężem, który dba o żonę. Wiem, że ona też to czuje, bo patrzy na mnie jakoś tak sympatyczniej. Myśli sobie jakiegoż ma wspaniałego męża. Ani nanosekundy nie zawahał się, że stary termometr wyrzuci i kupimy ten nowy. Ale to nie tylko z powodu termometru jest tak dobrze. Potem trafiliśmy na wagi łazienkowe. Nasza domowa waga ma już chyba z pół roku. No dawno jej nie zmienialiśmy, ale skoro dobrze działa to nie było powodu. Ale jednak jak się pójdzie na spacer do mediamarketu to człowiekowi się otwierają oczy. Otóż znaleźliśmy nową wagę, która ma o całe 50% więcej pamięci. 50% więcej pamięci! Czujecie to????? Dodatkowo mierzy tkankę tłuszczu, ma dokładniejszy pomiar, mierzy poziom wody w organiźmie. Stara waga tego nie miała! Zgroza!!! Piszę w czasie przeszłym, bo już dzięki Bogu leży na śmietniku! Teraz już w łazience stoi ta nowa waga i już się dwa razy zważyłem. DOPRAWDY NIE WIEM JAK JA MOGŁEM ŻYĆ BEZ TYCH WSZYSTKICH UDOGODNIEŃ. Jak pomyślę o tym, to czuję się jakbym był jaskiniowcem, neandertalem. Na, ale na szczęscie mam już nową wagę i termometr i koszmar minął. Dlatego teraz jestem taki szczęśliwy!!!!
wtorek, 14 grudnia 2004
Jestem turbokonsumentem
Wreszcie znalazł się ktoś, kto otwarcie pochwalił zalety kupowania. Już kiedyś pisałem, że nasza ludzka wyższość nad zwierzętami wyrażona jest poprzez chęć podnoszenia sobie jakości życia poprzez konsumpcję. Dla psa wystarczy buda z desek i jest szczęśliwy. Człowiek potrzebuje czegoś więcej do szczęścia. Im więcej lepszych rzeczy potrzebujesz tym lepsze, pełniejsze jest twoje człowieczeństwo. Im więcej wydajesz na drogie rzeczy tym bliżej jesteś do ideału człowieka (stworzonego na podobieństwo Boga). Mogę stwierdzić, że boskość wyrażana jest przez zakupy. Im więcej kupujesz, im więcej czasu spędzasz na zakupach tym bliżej ci do świętości. Nie zapominajmy o tym przed Świętami. Starajmy je uczcić należycie. Tygodnik Wprost opublikował fajny artykuł "Pokaż, co konsumujesz, a powiem ci, kim jesteś - tak brzmi motto współczesnego człowieka. I tak było właściwie zawsze. Bo poziom konsumpcji określa ludzkie aspiracje i pozycję w społecznej hierarchii. Najwybitniejsze dzieła kultury materialnej, architektury czy sztuki to w istocie pomniki konsumpcji. Od kiedy mamy wymianę dóbr, człowiek jest przede wszystkim homo consumens. Potępianie konsumpcji, co jest ulubionym tematem licznych intelektualistów, to hipokryzja i dowód niezrozumienia świata." Pięknie powiedziane. Zgadzam się w 200%. Nie kupujesz, nie istniejesz!!! Dalej czytamy "Konsumpcja jest też motorem społecznego awansu." "Edward Luttwak w swojej książce "Turbokapitalizm" pokazuje, że Amerykanom wiedzie się coraz lepiej, dlatego że coraz więcej konsumują." Mi też się wiedzie coraz lepiej, od kiedy coraz więcej kupuję. Dodatkowo moje kupowanie buduje potęgę naszego kraju. Cieszę się, że rowijam nasz kraj. Z drugiej strony jak pomyślę, że przez moje zakupy lepiej mają też masy bezproduktywnych pasożytów, którzy żyją z moich podatków to mi się otwiera nóż w kieszeni. Większość publicznych usług w tym kraju powinna być uzależniona od ilości pieniędzy wydanych na zakupy. Np. jeśli ktoś nie kupił za wymaganą kwotę to NIE powinien mieć prawa do bezpłatnej służby zdrowia (na którą płacę JA). Nie może być tak, że osoby kupujące dużo (i co za tym idzie dużo zarabiające) leczą się tych samych szpitalach z osobami zarabiającymi i kupującymi mało (np. urzędnicy, nauczyciele. Nie mówię o bezrobotnych, bo ci nie powinni mieć wstępu do szpitali wogóle! - wpierw praca potem leczenie!). Jeśli ktoś nie kupuje dużo to nie powinien móc korzystać z dotowanej komunikacji miejskiej (na którą JA też płacę). Zniżkowe bilety MZK tylko dla tych którzy kupili samochód! Przykłady można mnożyć, ale to nie miejsce na na to. Chyba każdy z was rozumie o czym mowa.
sobota, 11 grudnia 2004
6200zł
Wczorajszy wieczór wyglądał tak: sześć tysięcy i dwieście złotych wydaliśmy w tym tygodniu z żoną na zakupy. Ponieważ jest to czas przedświąteczny to wiadomo, że kwota wydatków powinna być dużo większa. Mimo, że bardzo dużo czasu spędziliśmy na zakupach to jakoś nie udało się wydać więcej - nie mieliśmy natchnienia. Zbliżał się koniec tygodnia i zaczynała się nerwówka. Czy uda nam się wydać w tygodniu przyzwoitą kwotę? Wczoraj po przyjściu do domu podliczyliśmy tygodniowe zakupy i nami wstrząsnęło. Byliśmy zszokowani. Nie mogłem zasnąć prawie do samego rana. Żona też przewracała się z boku na bok. Nie mieliśmy nawet ochoty na seks, mimo że teraz mocno staramy się o potomka i staramy się uprawiać seks bardzo często. Niestety w takich warunkach poczęcie potomka nie może być łatwe. Czekałem do rana, aż otworzą sklepy i będę mógł kupić coś, żeby mi podrosła kwota tygodniowych wydatków. Myślałem: nie mogę zwlekać. Nie chcę czekać do ostatniej chwili! Jak w niedzielę nie przyjdzie wena i nie zachemy czegoś kupić to przyjdzie poniedziałek i już będzie ZA PÓŹNO!!! Tygodniowa kwota zostanie na tym samym skandalicznie niskim poziomie! Na pewno będzie to miało bardzo negatywny wpływ na nasze samopoczucie i obniży naszą ochotę na życie, przyjemności, seks. A przecież teraz trzeba wytężyć siły i się kochać. Chcielibyśmy, aby na święta żona była już w ciąży. Już mamy napisane przemówienie do rodziców informujące o tym, że będziemy mieli dziecko. Opracowaliśmy cały scenariusz wieczoru. Wprowadzenie. Stworzenie nastroju, pierwsze sygnały, które będą miały coś zasygnalizować, ale jeszcze nie ogłosić, aż do momentu podania deseru. Tak, chcielibyśmy, aby ta słodka wiadmość została ogłoszona podczas deseru. Będą słodkie ciasta, będą najlepsze lody i wtedy żona powie to, co sobie ułożyliśmy i zapisaliśmy. To ma być cudowny wieczór. Pozostaje tylko poczęcie. Na szczęście koszmar minął. Dziś coś z seksu pewnie będzie. Właśnie wróciliśmy z zakupów. Żona liczy wydatki i już czuję, że ma dobry humor. Kupiłem jej drogie buty, więc kwota tygodniowa powinna już osiągnąć planowaną sumę! Jutro też pojedziemy na zakupy, ale to będzie już sama przyjemność. Bez nerwów, kwota wyrobiona. Po prostu czysty relaks. Swoją drogą dziś po tych butach też było całkiem fajnie. Zrelaksowani przechadzaliśmy się po sklepach, potem między półkami w hipermarkecie spożywczym... Tak na marginesie ciekawa sprawa. Jedną z hostess promującą jakieś serki była taka piosenkarka Bjork (chyba tak się to pisze). Znam ją troszkę. Ponoć jest z Islandii. Ho ho nie wiedziałem, że nasz handel w międzyczasie tak poszedł do przodu. Gwiazdki estrady w sklepach... |